18 maja 2019

MROŹNA RUSINOWA POLANA NA ZAKOŃCZENIE POBYTU


Sobotni poranek wita nas pięknym słońcem, na wszystkich kamerkach wspaniała widoczność. Temperatura znacznie jednak spadła - na szczytach jest nawet - 20 stopni. Mróz nam niestraszny - mamy dość ciepłych ciuchów, więc pakujemy się i jedziemy busem do Wierch Porońca. Stamtąd ruszamy szlakiem na Rusinową Polanę - to jedno z naszych ulubionych miejsc widokowych, łatwo dostępnych, również w zimie. 


Całą drogę mamy piękne widoki, a przygrzewające słoneczko powoduje, że nie odczuwamy mrozu. Na polanie rozkładamy się na dłuższy postój - czasu mamy sporo, pogoda jest piękna,  cudna panorama sprawia, że nie chce się stąd odchodzić. Jemy śniadanie i robimy sesję zdjęciową - najpierw same góry, później góry i my. 























Zastanawiamy się przez chwilę którędy schodzić, w zeszłym roku wybraliśmy szlak z Rusinowej Polany do Wodogrzmotów Mickiewicza przez Polanę pod Wołoszynem, ale obawiamy się, że na tym odcinku może być dość ślisko. Chcemy jednak zejść do Palenicy, bo tam mamy gwarancję złapania busa. W Zazadniej rzadko coś się zatrzymuje nawet w sezonie letnim, teraz tym bardziej może być ciężko. Wybieramy więc niebieski szlak bezpośrednio na parking w Palenicy Białczańskiej. Początkowo to szeroka ścieżka wśród drzew, ale po chwili szlak się zwęża i robi się trochę stromo. Idziemy teraz przy zboczu, więc warto zachować ostrożność, zwłaszcza z dziećmi. Ten odcinek zajmuje nam najwięcej czasu każde z nas trzyma jedno z dzieci, a Marcin dodatkowo taszczy na plecach sanki. W końcu najgorszy kawałek mamy za sobą, zostaje nam jeszcze jakieś 10 minut szeroką już ścieżką i jesteśmy na parkingu. 







Ładujemy się do busa i zjeżdżamy do centrum. W niedzielę wybieramy się już tylko do kościoła i na krótki spacer pod Regle, na więcej nie ma czasu. Pakujemy graty i jedziemy do dworca. Jesteśmy na tyle wcześnie, że bez problemu zajmujemy miejsca. Jeszcze tylko kupno biletów u konduktora (w Zako nie ma kasy Kolei Śląskich) i odjazd. Jak zwykle żegnam Tatry ze łzami w oczach, ale mam nadzieję, żę niedługo znów je zobaczę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz