10 czerwca 2026

U STÓP KRÓLA TATR



W piątek wreszcie mamy pogodę na jaką czekaliśmy od początku pobytu. Czailiśmy się na ten dzień na dłuższą wycieczkę już od środy, wieczorem wszystko przygotowaliśmy, więc rano tylko ogarniamy się szybko i wychodzimy na elektriczkę. Dopiero w pociągu decydujemy gdzie się wybierzemy. 

Wysiadamy w Wyżnich Hagach, gdzie startuje szlak do Doliny Batyżowieckiej i Batyżowieckiego Stawu. Początek trasy raczej skąpi atrakcji, ot zwykła ścieżka przez las, lekko pod górę. Wiemy jednak jakie przewyższenia mamy do pokonania, wiec spodziewamy się wkrótce czegoś bardziej stromego. Za namową dzieci, jeszcze w lesie, robimy krótki postój pod drewnanią wiatą. Coś tam przegryzamy i ruszamy dalej. Po wyjściu z lasu szlak nam się robi zdecydowanie bardziej "górski" i ciekawy, widoki coraz lepsze, pogoda się dzisiaj dzielnie trzyma, słoneczko przygrzewa przyjemnie. Trasa wiedzie teraz stromym podejściami po głazach, trudności brak, ale kondycja się przyda. Lokalizujemy Gerlach i wydaje nam się że staw powinien być tuż tuż za kolejnym zakrętem, ale nic z tego, ze trzy razy się tak nabieramy, a podejścia jakoś nie chcą się skończyć. Wiemy, że tuż przed bezpośrednim podejściem do stawu powinna być tabliczka z odbiciem szlaku na Przełęcz pod Osterwą, wypatrujemy jej więc uważnie. 












Wreszcie z pewnej odległości dostrzegamy na skale coś co niewątpliwie musi być tabliczką, widzimy też wyraźne odbicie szlaku w lewo. Przy tabliczce przysiadamy na moment, żeby złapać oddech, bo końcowe podejście trochę dało niektórym w kość 😉 Dłuższy postój na posiłek planujemy nad stawem, wyobrażamy sobie popas w słoneczku. Dreptamy w stronę Batyżowieckiego Stawu, swoją drogą tabliczka obiecywała 5 minut, a my idziemy co najmniej 15. Im bliżej wody tym bardziej dokucza nam lodowaty wiatr. Wkładamy na siebie co się da, a i tak jest nam chłodno. Nad stawem jest rzeczywiście pięknie, ale cóż z tego, skoro dzwonimy zębami z zimna, nie ma mowy o rozsiadaniu się. Robimy na szybko trochę zdjęć i uciekamy niżej, zakładając, że tam nie będzie tak wiało. 
















Początkowo rozważaliśmy przejście Magistralą przez Osterwę nad Popradzki Staw, ale wybieramy w końcu odwrotny kierunek, do Wielickiego Stawu. Kawałek niżej rzeczywiście robi nam się cieplej, znajdujemy więc prowizoryczne miejsce na postój i wreszcie możemy się posilić. Dalsza część trasy upływa nam już w przyjemnym słoneczku, bez przykrych niespodzianek. Po drodze mija nas sporo osób schodzących z Gerlacha przez Batyżowiecką Próbę. Docieramy nad Wielicki Staw, zaglądamy na chwilę do Śląskiego Domu, dzieci dostają obiecane frytki (hranolky). 












Schodzimy szlakiem do Tatranskiej Polianki i wracamy elektriczką do Novej Lesnej. To była ostatnia tegoroczna wycieczka po słowackiej stronie Tatr, jutro przenosimy się do Zakopanego. Dziś czeka nas jeszcze pożegnalny wieczór z gospodarzami przy śliwowicy 😉

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz